Krótka relacja uczestników naszych rejsów.

Powoli kończymy realizację  projektów współfinansowanych przez Gminę Łomianki. W roku 2018 kontynuowaliśmy rejsy rekreacyjne po Jeziorze Dziekanowskim, zajęcia dla najmłodszych w ramach Akademii Młodego Żeglarza, cykl rejsów i szkoleń obejmujących projekt Szkoła Żeglarstwa oraz zajęcia dla osób niepełnosprawnych.

Dodatkowo zorganizowaliśmy wieloetapowy rejs po Pomorskim Szlaku Żeglarskim, rejs morski po Bałtyku, rejsy po jeziorach mazurskich i imprezę Weekend Żeglarski.

 

Poniżej przestawiamy krótką relację uczestników projektów. Zapewne doświadczenia i wspomnienia, które zdobyli  pozostaną na długo w ich pamięci.

 

Na początek relacja Jagody, uczestniczki rejsu morskiego po Bałtyku.

„W połowie lipca, w piątek, wbrew żeglarskiemu przesądowi, wyruszyłam wraz z dziewięcioosobową załoga z JachtKlubu Łomianki na swój pierwszy rejs morski. Płynęliśmy 12metrowym jachtem „Xela” na Bornholm. 

Pogoda w całej Polsce i Europie była piękna, więc na Bałtyku też było wyjątkowo ciepło.

Nie wiedziałam czego się spodziewać na morzu, bo co prawda żeglowałam już wcześniej, ale tylko po jeziorach mazurskich.

W zależności od pory dnia trzy trzyosobowe wachty miały na zmianę wachtę przy sterze, wolny czas i wachtą kambuzową. Najprzyjemniejsze to te przy sterze aczkolwiek kambuz, czyli czynności w kuchni też nie sprawiały mi problemu.

Za sterem czułam się jednak wyjątkowo. Kierując się kursem kompasowym podanym przez naszego kapitana płynęliśmy przez cały dzień, noc i następny dzień, obserwując piękno niezaśmieconego sztucznym światłem nieba w wielu cudownie naturalnych odsłonach. Płynęliśmy na żaglach wpatrując się w ciemne niebo rozświetlone gwiazdami i wielkim księżycem, którego odbicie w wodzie Bałtyku dawało złudzenie olbrzymiej oświetlonej sceny. Część załogi spała spokojnie pod pokładem lekko kołyszącego się jachtu. Tylko nieliczni z nas już na początku rejsu odczuli brzemię kołysania na swoim organizmie,  ratując się szybkim wychyłem głowy za burtę, aby w ten sposób „czcić Neptuna”.  Ja nastawiłam swoje myślenie na tor, że nie będę miała choroby morskiej i na szczęście mnie ominęła.

Zdecydowaną większość czasu płynęliśmy na żaglach, jednak wiatr nie zawsze nam sprzyjał. Właśnie we wspomniany piątek musieliśmy się poddać i pomóc sobie silnikiem, pod koniec dnia dopływając zaledwie do Władysławowa. Później było już tylko pięknie.

 Bornholm mnie zachwycił. To wyspa szczęśliwych ludzi, prostego życia i ślicznych skandynawskich domków. Czas wydaje się tam płynąć zawsze wakacyjnie. Morze wokół wyspy jest jakieś bardziej przejrzyste i wydaje się być czyste, a kąpiel w związku z tym przyjemniejsza. Z resztą załogi-siłą rzeczy-zintegrowani, mogliśmy cieszyć się nowymi widokami i przeżyciami. Poznaliśmy nie tylko tajniki sztuki żeglowania po morzu, ale i siebie nawzajem. W niewielkich, sympatycznych portach czuliśmy się po długim czasie żeglugi jak starzy znajomi. Odpowiedzialni za siebie nawzajem, podporządkowani kapitanowi i oficerom wachtowym-każdy znał swoje miejsce. I pomimo różnic charakterów, nawet czerstwe dowcipy kolegi nie były w stanie zepsuć dobrego wrażenia z rejsu. Może dlatego, że nasi opiekunowie to ludzie naprawdę na poziomie, świetnie dogadujący się z młodzieżą w różnym wieku i ciekawi ludzie. Oprócz progresu moich żeglarskich umiejętności doświadczyłam wielkiej chęci poznawania właśnie taką drogą morską, nowych miejsc na świecie.”

W drodze na Bornholm

Następnie krótka relacja Krystiana, który jako najmłodszy sternik po raz pierwszy samodzielnie prowadził rejs na Mazurach.

„Miałem okazję w terminie 02-12.07 brać udział w rejsie mazurskim organizowanym przez Jachtklub Łomianki w roli prowadzącego.

 Wraz z ekipą wyruszaliśmy z Giżycka, gdzie odbieraliśmy jacht od poprzedniej załogi i kierowaliśmy się na południe.

 Brak dorosłego skippera nie przeszkodził nam w bezpiecznej, komfortowej żegludze.

 Na trasie zmierzyliśmy się z kilkoma usterkami, które błyskawicznie naprawialiśmy.

Prowadzenie rejsu z takim składem wymagał ode mnie ogromnej uwagi.

 Stanowiło to dla mnie dużą naukę, która zaowocuje w przyszłości. „

A tak rejs po Mazurach wspomina Oliwia.

„Cieszę się, że miałam okazję wziąć udział w etapie rejsu po Mazurach organizowanego przez Jachtklub Łomianki. Jestem osobą, która jest związana z żeglarstwem na tyle, że nie zastanawia się długo nad propozycją uczestniczenia w rejsie. I jeszcze ani razu tego nie pożałowałam! Również ten wyjazd zaliczam do udanych – Mazury po raz kolejny pokazały mi swoje cudowne oblicze. Miałam okazję podziwiać piękne widoki   i poznawać fantastycznych ludzi. Jednak to żeglowanie było oczywiście najważniejsze. Mieliśmy w naszej załodze uczestniczkę, która nie miała wcześniej styczności z pływaniem, więc interesującym, a jednocześnie wymagającym doświadczeniem było pokazanie jej żeglarskiego świata. Najbardziej cieszyliśmy się, że nasza koleżanka rzeczywiście złapała bakcyla i przyznała, że na tym rejsie nie zakończy się jej przygoda z żeglarstwem J Pływaliśmy na urokliwej łódce, Sasance 660, która swoje przeżyła, więc zdarzało się, że nie wszystko działało sprawnie i musieliśmy podejmować się drobnych napraw, ale wszelkie kłopoty techniczne pozwalały nam na zdobywanie doświadczenia, które z pewnością przyda się w przyszłości. Rejs muszę uznać za udany również ze względu na warunki pogodowe, a konkretnie dość silny wiatr, który nieźle nas „wybujał”. Dzięki niemu podszkoliłam swoje umiejętności pracy w trudnych warunkach i zdecydowanie doceniam wartość tej nauki. Żeglowanie, zwłaszcza w momentach wymagających uwagi i skupienia, według mnie kształtuje charakter i uczy pokory, a także pozwala na odczucie respektu wobec przyrody. Ja sama zaobserwowałam spore zmiany w swoim podejściu do świata i ludzi, odkąd pływam. Każdy rejs, czy to po morzu czy po Mazurach, uczy nas czegoś nowego, pozwala na zawarcie nowych przyjaźni, wyciągnięcie ważnej, osobistej lekcji, a przede wszystkim kształtowanie niesamowitych wspomnień, które zostają z nami na lata.”

Kolejna relacja związana jest z wieloetapowym rejsem po Pomorskim Szlaku Żeglarskim na jachcie Łomianki 1.

 

” Rejs po Pomorskim Szlaku Żeglownym rozpoczął się na początku lipca w malowniczej marinie Skarbek w Iławie. Ta śródlądowa przystań jest świetnie przygotowana do podjęcia amatorów jachtingu. Do mariny przybyliśmy późnym popołudniem w sobotę 7-go lipca, co pozwoliło nam na zaokrętowanie się na jachcie Phobos 24 aka Łomianki-1. Pierwsze wrażenie po wejściu na jacht było niesamowite. Łódź była przygotowana znakomicie do wieloetapowego rejsu jaki obejmował 5 odcinków: 1) Iława-Ostróda 2) Ostróda-Elbląg 3) Elbląg-Kąty Rybackie 4) Kąty Rybackie-Elbląg i 5) Elbląg-Iława. Na łodzi było czysto i schludnie oraz zamontowano wiele usprawnień pomocnych przy żeglowaniu w różnych warunkach pogodowych, począwszy od sondy głębokości, przez półautomatyczne refowanie żagli po rower, którym można było się dostać do dalej oddalonych sklepów czy stacji benzynowej po wiktuały czy niezbędne paliwo do silnika, jeśli komuś zbrakło na trasie :). Tutaj wielki ukłon do osób przygotowujących jacht do niełatwego wyzwania. Wielkie dzięki.

W niedzielę po sowitym śniadaniu postanowiliśmy sprawdzić jak nasza jednostka zachowuje się na wodzie. Przyznam że owego dnia pogoda była wyśmienita na rozpoczęcie żeglugi, przynajmniej na sprawdzenie naszych umiejętności żeglarskich. Popłynęliśmy w górę jeziora Jeziorak, gdzie spróbowaliśmy sił w krótkim wyścigu z inna jednostką podobnego typu. Wyścig był bardzo wyrównany, raz to oni nas wyprzedzali innym razem my. Świetna zabawa. Na koniec pomachaliśmy sobie i każdy popłyną w swoją stronę. Po obfitym objedzie postanowiliśmy wrócić do mariny Skarbek na ostatnią noc w Iławie i odebranie ostatniego załoganta Andrzeja.

Kiedy to już w końcu nasza załoga była w komplecie: Sternik (ja: Artur), Jasiek (10 letni mój syn), Franio (2-gi 8-letni mój syn), Benek (bardzo pomocny podczas żeglugi) i Andrzej (świetny i doświadczony żeglarz), wyruszyliśmy do Ostródy. Pogoda była bardzo ładna, ale wiatru jak na lekarstwo. Niemniej mogliśmy sobie pozwolić na kilka przerw w tym dniu czy to  na obiad, czy rekreację (kąpiel w ciepłym jeziorze – dzieci były wniebowzięte niemniej jak dorośli). I tuż przed wpłynięciem do kanału postanowiliśmy zanocować kotwicząc łódź przy brzegu.

Dnia następnego zaczęliśmy przygotowania do wpłynięcia na płytsze wody kanału, co wiązało się z położeniem masztu oraz zmianę płetwy sterowej na krótszą (by nie uszkodzić tej dłuższej o dno). No i wpłynęliśmy. Wrażenie było niesamowite, kanał Elbląski okazał się szeroki i porośnięty z obu stron drzewami, które tworzyły coś w rodzaju tunelu. Po kilku godzinach rejsu na silniku dotarliśmy do śluzy w Miłomłynie, gdzie po jej przekroczeniu, zacumowani do przybrzeżnego pomostu spędziliśmy noc. Nie ukrywam, że cześć trasy pokonały za sterami dzieci. To była dla nich bardzo duża frajda i wyzwanie, gdyż miały pierwszy raz ster w rękach.

Z Miłomłynu ruszyliśmy bezpośrednio do Ostródy, gdzie po kilku godzinach spędzonych w kanałach, na otwartym Jeziorze dopadły nas chmury i deszcz, którym udało nam się uciec. Łódź płynęła pełnym baksztagiem z niesamowitą prędkością. Można by rzec, że to była istna ucieczka przed burzą, która jak się okazało ominęła nas.

Ostróda okazała się świetnym miejscem nie tylko dla amatorów żeglarstwa, ale i także turystów. Można było skorzystać z pobliskiej plaży (na którą dostaliśmy się jachtem:)), placu kolorowych fontann nocą, które robiły furorę wśród dzieci, atrakcji nie brakowało. Poznaliśmy wielu ciekawych ludzi, którzy związali się z tym sportem/pasją od wielu lat i go pokochali w jakimś większym lub mniejszym stopniu. Nasz jacht został przekazany następnej ekipie II etapu po tygodniu świetnej wyprawy żeglarskiej.

Jedno co mogę powiedzieć, to tyle, że żeglowanie jest jedną z najciekawszych form spędzania czasu, czy to  zawodowo, czy prywatnie. Człowiek jest w stanie zapomnieć o problemach dnia codziennego i oddać się wspaniałej przygodzie, czy to wypływając na krótki czy długi rejs. Doznania zawsze są pozytywne, ale nie należy lekceważyć sił natury, bo to wówczas różnie może się skończyć. Nie mniej nasz etap zaliczam do bardzo udanych i dziękuję zań też mojej załodze.”

 

 

Pod koniec września wyjeżdżamy do Grecji na rejs we flotylli złożonej z 11 jachtów. Będzie to największa flotylla w historii Jachtklubu Łomianki. Po powrocie przedstawimy relację z tego wyjątkowego rejsu.